Japonia
1 LITRE OF TEARS/Ichi rittoru no namida
czyli jak skutecznie odwodnić człowieka....
Drama, która zapada w pamięć na zawsze. Piękna, wzruszająca historia, cudownie przedstawiona, dla widzów, którzy chcą nie tylko bajkowych romansideł czy sensacyjnych kryminałów, ale gotowi są na opowieść trudną, czerpiącą silnie z życia, przekazującą w prosty i dobitny sposób prawdę o zmaganiu się z cierpieniem, nagłą chorobą.Historię o walce o znalezienie sensu w tragedii, która może dotknąć każdego człowieka. Tak, ta drama to wyzwanie, okupione silnymi emocjami i ciężkimi refleksjami dla wyciśniętego z łez widza. Jednak bez wątpienia jest jedną z najlepszych, jakie można obejrzeć. Pozycja obowiązkowa.
Tytuł dramy to niezwykle trafnie przemyślane ostrzeżenie, dobrze oddaje bowiem to, co dzieje się z widzem w trakcie jej oglądania. Choć każdy, kto widział przyzna, że wylał nie litr, ale hektolitry łez, bo nie da się nie płakać. Cytując klasyka "i choćby nie wiem jak się natężał, to nie udźwignie taki to ciężar" czyt. nie da się przejść niewzruszonym obok tej dramy. Stąd też początkowo mój wielki opór przed jej obejrzeniem. Zapierałam się skutecznie ponad rok, rękami i nogami, bo po przeczytaniu recenzji, wiadomo jak fabuła będzie wyglądać (więc zero nieprzewidywalności), i od razu wiadomo, że będzie smutno do granic wytrzymałości (jeśli oczywiście reżyser nie przywali za mocno z patosem) i bunt i żal i wszystkie te myśli,o których się nie chce myśleć przylezą za tym na pewno. Do tego jest coś czego nienawidzę najbardziej czyli śmierć głównego bohatera, a do tego coś, co w ogóle w życiu budzi mój największy sprzeciw/bezradność/strach/rozpacz, w więc śmierć człowieka młodego, przed którym życie stało otworem i zostało z przyczyn niewiadomych zakończone ciach toporem (że rymnę krakowsko-częstochowsko dla smaku)
a zatem wzbraniałam się długo, oj długo. Ale przyszedł czas kiedy skończyło się, co oglądałam (wszyscy znamy ten straszny stan, kiedy nie wiadomo co wybrać z morza dram, a chce się od razu trafić w 10) a stęskniłam się za Nishikido Ryo nieziemsko i to była jedyna drama jakiej z nim nie widziałam (bo wciąż ze strachu odkładam) no i jak na złość miała dobre recenzje. No więc się zdecydowałam. I NIE ŻAŁUJĘ!!!! Ale czas na konkrety..
KONKRETY kto, co, kiedy, gdzie i jak.
11 odcinkowa japońska drama wyemitowana dawno, bo w 2005 roku, przez Fuji Tv z obsadą młodą (chodzi o role główne) : urocza i dziewczęca Erika Sawajiri jako Aya Ikeuchii i boski, cudowny, nieziemski, ..., zdolny, słodki, seksowny...(tak tak nie da się ukryć, że to mój japoński "bias" proszę o wybaczenie spazmowania zawsze przy tym panu) Nishikido Ryo jako Haruto, oraz znany niektórym Naohito Fujiki jako doktor głównej bohaterki, i wybitna para aktorów wcielających się w role rodziców Ayi , tu Hiroko Yakushimaru (matka) i Takanori Jinnai (ojciec).
Koniecznie dodać należy, że scenariusz oparty jest na prawdziwej historii zaczerpniętej z autentycznych i wydanych pamiętników Ayi Kotou, co zresztą czyni tę dramę jeszcze bardziej przeraźliwie smutną.
![]() |
| Aya Kotou |
gatunek: dramat, obyczajowe, rodzinne,romans
FABUŁA
po części jest jasna, bo już spoilerem jest sam tytuł, a zaraz potem narracja głównej bohaterki rozpoczynająca odcinek pierwszy.W wielkim skrócie czeka nas: choroba, walka i śmierć.W wersji rozszerzonej historia ma się tak.... młoda dziewczyna, Aya, wybiera się na egzamin do wymarzonego liceum, po drodze jednak, biegnąc spóźniona, potyka się i ląduje wprost przed chłopakiem, który to w ramach buntu wobec zbyt ambitnych rodziców i braku życiowego celu postanawia olać ten egzamin i się w odwrotną stronę kieruje. Jednak on ma rower, a dziewczyna boom przed nim leży i jej widać by zdążyć zależy, a chłop w gruncie rzeczy, mimo ogólnego braku radości życiowej, gdzieś tam dobry jest, więc z niechęcią bo niechęcią, ale podwozi ją na ten egzamin i sam też dzięki niej/ przez nią go pisze.I oczywiście oboje dostają się do liceum i trafiają do tej samej klasy. No i byłby to świetny początek typowego, lekkiego romansu szkolnego, ale ..............................................pojawiają się komplikacje.
Owa szlachetna i lubiana przez wszystkich, żywiołowa dziewczyna potykać się zaczyna coraz częściej i boleśniej. Wiele takich i innych niepokojących oznak dostrzega jej matka, która zabiera Ayę na badania, gdzie na licealistkę czeka wyrok, ataksja rdzeniowo-móżdżkowa, czyli nieuleczalna choroba powodująca powolny zanik wszystkich mięśni i ostatecznie śmierć.
Od tego momentu rozpoczyna się akcja dramy . Nie jest to już więc niewinna i różowa opowieść o pierwszej miłości pary nastolatków (choć wątek ten jest jednym z głównych i dodaje całej dramie niezwykłego kolorytu), lecz historia codziennego zmagania się z chorobą, własnymi ograniczeniami i często niezrozumieniem otoczenia. Pojawią się więc wszystkie stadia psychiczne osoby postawionej przed tragedią: od buntu i walki, przez depresję, rezygnację, aż do akceptacji i oczekiwania na koniec. Istotniejsze jest jednak to, jak choroba Ayi zmienia nie tylko jej życie, plany i marzenia, ale przede wszystkim życie jej rodziny, rówieśników, samego Haruto (który dzięki niej odnajduje cel i radość życia, której mu początkowo brakło) oraz tysięcy ludzi, którym jej dzienniki pozwoliły poradzić sobie z tą samą chorobą bądź poruszyły czy zainspirowały do zmiany własnego życia (włączyłabym w to też widzów tej dramy, bo co wrażliwszym zapewni seans autopsychoanalityczny i weryfikację własnego życia.jakby co, ostrzegałam). Szczegóły warto, z toną chusteczek, obejrzeć samemu (najlepiej wieczorem, pod nieobecność innych domowników)
SUBIEKTYWNE OCENY (w skali od 1-10)
AKTORSTWO 9
Jak na młodych, wówczas jeszcze nie tak bardzo doświadczonych aktorów, unieśli trudny temat i ciężkie zadanie aktorskie. Oboje. Eriki, jakkolwiek by o nie nie mówiono (bo podobno postać kontrowersyjna), prywatne życie i zachowanie mnie nie interesuje. Ważne jest to jak gra. A w tym wypadku poradziła sobie bardzo dobrze. Nie było sztuczności, wymuszeń, jakichś niezręcznych "przygrań" czy zbyt małej dawki emocji czy braku różnorodności ekspresji. Trudną rolę odegrała zaskakująco dobrze i przekonująco, zachowując świeżość i dziewczęcość postaci.
O Ryo trudno mi się wypowiadać, bo jestem całkowicie w "fangirlmode", więc jak dla mnie dobrze, jak zawsze, ale obiektywniej patrząc, jak na idola z j-popowego boysbandu wybitnie dobrze (zresztą jeden z nielicznych, który naprawdę ma jakieś pojęcie o graniu...w przeciwieństwie do swego przyjaciela Różowej Góry---> ci co rozszyfrowali, a lubią, wielkie sorry, ale zdolności aktorskie i wokalne to raczej na niskim poziomie są, ale to w innym poście). Także gra Ryo dobra, jednak jak na aktora z prawdziwego zdarzenia , to jeszcze więcej by się przydało, ale zasadniczo gites! bravo!
SCENARIUSZ 10/-10
napisało życie. trudno więc ocenić czy dobry ( na pewno dobrze zaadoptowany na potrzeby dramy) jednak nikt nie chciałby go w życiu zagrać (stąd punkty ujemne na drugim biegunie)
REŻYSERIA 10
nic dodać. Czysto, prosto i przez to tak przejmująco. Fęks Gaad reżyser nie poszedł w jakieś wielkie rozbuchania emocjonalne (może dlatego, że Japończyk, a o oni zawsze mają dobre realistyczne podejście, w przeciwieństwie do kolegów w ojczyzny kimchi, co to uwielbiają dramaty przez wielkie D i rozmemłanie i patos na wielką skalę). Także mocna problematyka, ale ciepło ujęta.
Do tego piosenka "Konayuki" wbija się w serce na zawsze.
OGÓLNA OCENA 10
Przyznaję, że raczej rzadko daję wysokie oceny. Ale ta drama jest wyjątkowa i nie zawaham się użyć 10tek, mimo że mi dostarczyła wielu łez w każdym odcinku. Wzruszająca do bólu, dająca po nosie, przywracająca do pionu, ale dostarczająca ciepłych uczuć, wszak kończy się dobrze (choć przez łzy)
Podsumowując tę pełną pochlebstw recenzję, to opowieść o prawdziwej przyjaźni, o uczuciu, wsparciu i zrozumieniu, jakie człowiek może dać drugiemu; o sensie życia, nadziei oraz silnej woli życia i cieszenia się z codzienności mimo przeciwności losu. Polecam każdemu, nie tylko miłośnikom azjatyckich dram.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz