Azjatyckie uzależnienie. Czyli egzotyczny powiew ze wschodu.
Recenzje ajzatyckich dram, filmów, programów, muzyki. Wszystko okiem uzależnionego od azjatykich produkcji acz wybrednego i nieco zrzędliwego pseudokrytyka, który potrzebował forum do wypowiedzi, bo otoczenie ma go dość. (a zatem azjatycki emo corner) zapraszam do czytania recenzji i dzielenia się wrażeniami.
piątek, 31 sierpnia 2012
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
GOKUSEN
Japonia
GOKUSEN
bo pozory mylą....
kobieta-hero w dresie nawraca na właściwą drogę zgubione japońskie "młode wilki"...
Nie wiem czy jest sens recenzować te dramę, bo czy jest jeszcze ktoś, kto nie zna przygód szalonej nauczycielki klasy 3D? Jeśli jednak jeszcze się ktoś, gdzieś uchował, to trzeba to nadrobić!!!Nawet jeśli bardzo się zapiera i nie chce obejrzeć wszystkich 3 sezonów (co jest jak najbardziej zrozumiałe, zwłaszcza jeśli ma powyżej 16 lat), to choć jeden sezonik albo mały wesolutki krąglutki odcineczek musi, ale to musi wysiedzieć. Bo wstyd nie znać!!!!Wszak ta drama to klasyk gatunku: komedia szkolne. Do tego ciesząca się niezwykłą popularnością w kraju swego pochodzenia (oglądalność 2 sezonu to 27 %, a i trzeci był powyżej 20%). Interesująca też chociażby ze względu na ilość znanych aktorów (i idoli), którzy się przez nią przewinęli. Wówczas młodych i początkujących, teraz znanych i rozchwytywanych (patrz chociażby Oguri Shun). No istny tabun ludzi, o różnych typach urody (można się rozeznać i nawet rozsmakować), plus duża dawka iście japońskiego humoru w charakterystycznym stylu WTF (choć nieekstremalnym). No a jak ktoś lubi oglądać przygody o superbohaterach to ta drama jest wprost stworzona dla niego. A dlaczego? już przechodzę do sedna.....
![]() |
| Bishami nasiane.... |
KONKRETY, kto, gdzie, kiedy, jak gdzie i po co....
Drama oparta na mandze Morimoto Kozueko (anime też było), przeniesiona na ekran telewizyjny w 3 sezonach, odcinkach specjalnych i filmie kinowym. No hicior, hicior! Elementem łączącym każdy sezon jest postać głównej bohaterki Yamaguchi Kumiko, zwanej przez uczniów Yankumi, a bezbłędnie odegranej przez prześliczną i diabelnie zdolną Nakamę Yukie. We wszystkich seriach pojawia się też postać jej zaciętego wroga, choć i stopniowo sprzymierzeńca, nauczyciela Sawatariego, w tej roli irytująco zabawny Namase Katsuhisa.
![]() |
| LOL |
No i w każdym sezonie pojawia się cała klasy młodych jurnych japońskich Yankee, czyli tamtejszych chuliganów (choć przy naszych polskich, to ci panowie raczej by długo nie wytrzymali, no ale Japonia krajem bezpiecznym jest, więc ma też łobuzów na swoją miarę.... i potrzeby młodszej widowni). W klasie 3D zawsze znajduje się grupka trzymająca władzę, i to wokół nich i ich problemów rozgrywa się akcja dramy.Przybliżając, dla zachęty, kto gra tych najważniejszych deliquents, podaję tu spisik(całą listę można sobie w necie znaleźć) :
sezon 1: Shirokin High School
Matsumoto JunOguri Shun
Narimiya Hiroki
Matsuyama Kenichi
Tomohiro Waki Tomohiro (w roli grubego Kumy, który zresztą występuje we wszystkich częściach)
sezon 2 : Kurogin High School
Kazuya Kamenashi
Akanishi Jin
Koike Teppei
Hayami Mokomichi
Koide Keisuke
(pojawaiają się też Mizushima Hiro, Nakamura Yuuichi)
sezon 3: Akadou High School
Takaki Yuya
Miura Haruma
Shohei Miura
Ishiguro Hideo
Kiriyama Akito
Nakama Junta
FABUŁA (w ironicznym skrócie, bez spoilerów)
Zawsze jest taka sama. Bo cechą tego typu jest opowieści jest schematyczność. Ci, co oglądali różnorakie anime znają to dobrze, nawet ci nieszczęśliwi, co pozbawieni zostali tej przyjemności, na pewno widzieli jakieś amerykańskie produkcje, gdzie w każdym odcinku hero ratuje świat i zawsze dzieje się to według ustalonego porządku. No tu jest tak samo i też mniej więcej o to chodzi. Tylko na mniejszą skalę, bo bohaterka nie ma mocy nadprzyrodzonych (tylko trochę więcej siły i znajomość sztuk walki), i nie ratuje świata, a jedynie swoich uczniów, którzy nie należą do najłatwiejszych przypadków i ewidentnie pchają się do ciemnej strony. Ona sama jest dość niewinną w duszy postacią ...marzy o wielkiej, idealnej miłości jak z bajki, stąd wzdycha do wybranego pana i stara się przed nim ukazać z jak najlepszej strony.
Podobnie zresztą jak przed gronem nauczycielskim jak i swoimi uczniami. A czemu się tak stara? Bo ma co ukrywać... Po panienka z dość ekhm...osobliwego domu pochodzi. Otóż od dziecka żyje w otoczeniu ciemnych typów, jest bowiem wnuczką i jedyną następczynią przywódcy działającej w tym rejonie Yakuzy (dla niewtajemniczonych to japońska mafia, zresztą tu ukazana jako dobra, trzymająca się zasad moralnych itp....). Musi więc zataić swoją tożsamość i swe wybitne zdolności na polu sztuk walki, bo wyleci z pracy. W głębi duszy wierzy, że ją zatrudniono w normalnej szkole z normalną klasą, tymczasem dyrektor znając jej "family background", zatrudnia ją specjalnie by zajęła się klasą 3D - najgorszą w szkole pod każdym względem, problematyczną, której wszyscy się boją, bo składa się z wyrostków, chuliganów, gagłanów i innych czarnych owiec, które niejednego nauczyciela pognały gdzie pieprz rośnie... Mimo początkowego rozczarowania Yankumi postanawia ochoczo wziąć się do pracy i poskromić rozbrykane pociechy. Stosuje różne metody. I..... stopniowo dociera do swych uczniów. A jak? Ponieważ to idealistyczna nauczycielka, żyjąca w przekonaniu, że każdy uczeń jest dobry i warto dać mu szansę, dlatego stara się pomóc swoim pociechom, gdy pakują się w kłopoty, a pakują się każdy po kolei i to w niezłe bagno. Jest więc jedyną osobą, która wierzy swym uczniom, wbrew wszystkim nauczycielom, policji, społeczeństwu, staje w ich obronie, czym zyskuje sobie ich sympatię i zaufanie i ostatecznie osiąga swój cel : aby nikt z jej klasy nie odpadł i wszyscy razem dotrwali do zakończenia roku.
![]() |
| bo zawsze najciekawsze jest jak uczniowie odkrywają tożsamość nauczycielki... |
Zazwyczaj akcja odcinka przebiega tak, że wszystko jest dobrze pojawia się problem, np. niesłuszne oskarżenie, bójka, czy coś innego strasznego i wszyscy winą obarczają któregoś z uczniów (który niezwykle często jest niewinny bądź działał jedynie ze szlachetnych pobudek :PPPP), więc zadaniem nauczycielki jest uwierzyć bądź uratować z opresji swego ucznia, nie przebierając w środkach słownych i siłowych (niezwykle przydaje się jej "gangsterskie"obycie)
Pamiętając, że ta drama jest japońska trzeba więc pamiętać o moralizatorstwie, tu jawnym, bo tych,co Yankumi będzie karać, będzie też upominać (a ma prawo, bo wszak jako nauczyciel ma WYCHOWYWAĆ), co skutkuje belferskimi i wzniosłymi kazaniami..... zawsze przed/po spraniu mord tym złym i zdemoralizowanym (akurat pranie po gębach wychowawcze specjalnie nie jest, ale powiedzmy, że nauczycielka nie ma już innego wyjścia, bo źli chłopcy spod czarnej gwiazdy jej kazań słuchać nie chcą, a ona temperamencik ma, więc i tak zawsze kończy się spektakularnym bam/ trach).
![]() |
| nieodłączna broń Yankee'sów--rury..(!).. |
Patrząc jednak szerzej, nauczycielka nie tylko ratuje pojedyncze ludzkie żywoty, ale podstawowe wartości : przyjaźń, lojalność, solidarność, uczciwość, wytrwałość, pracę... takie tam i mówiąc górnolotnie ocala też marzenia młodych ludzi, ucząc przy okazji jak należy szlachetnie żyć. I choć brzmi nieciakawie, to przy całym humorze sytuacyjnym i postaci nadającym tek komedii smaczku (rodzinka i wierne duo mafijne) cała drama jest leciutka i zupełnie gładko i bezboleśnie przełyka się "pouczające" wywody Yankumi.
![]() |
| mafia nie taka straszna jak ja malują.... |
Niezwykle subiektywna ocena ( w skali 1-10)
AKTORSTWO 7
co do młodych aktorów, to widać, że się uczą jeszcze, ale jakoś sobie radzą. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Kto by pomyślał, że dla niektórych z nich to był dopiero początek kariery, a teraz proszę, jak wypłynęli...mam tu przede wszystkim na myśli Oguri'ego Shuna, ( podobno Ogóreczek nawet po tej roli jeszcze biede klepał i imał się pracy kelnera żeby wyżyć), Miure'go Harumę (Mirek zabłyśnie w świetnym Bloody Monday, a potem sie już potoczy samo), Narimiy'egoHirokiego ( jego aktorstwo cenię wysoko oj tak..).....
![]() |
| świetny Narimiya Hiroki |
![]() |
| zdolniacha Miura Haruma |
![]() |
| genialny Oguri Szun... |
no są jeszcze najbardziej popularni, tzw. Johnny's boys, którzy to aktorzą po godzinach śpiewania umpa umpa j-popowych pioseneczek- Jun Matsumoto , Kamenashi Kazuya, Akanishi Jin (czy tylko ja czekam na ten hollywoodzki film z nim i Keanu Reeves'em? to w przyszłym roku ma wejść do kin?).
![]() |
| MatsuJun |
Bądźmy szczerzy do ich aktorstwa można mieć dużo zastrzeżeń (i nie tylko w tej dramie), choć i tak zyskali hiperpopularność i wystąpią jeszcze w niezliczonej ilości dram, no i.... i tak są o niebo lepsi od ich kolegi Różowej Góry (tak znowu po nim jadę)....
![]() |
| Kame i Jin...przecudne duo... |
ocenę podwyższa gra głównej aktorki, która stworzyła postać prześwietną, wyciskając z niej wszelkie komediowe aspekty na szczyt, nie zapominając o kobiecej delikatności, której wszak Yankumi nie brakuje. Jedyną wadą jest to, że Nakama Yukie jest za ładna. No dziwnie to brzmi ale tak, bo się nie da tej urody ukryć, nawet jak ja ubiorą w dres, założą okulary, zrobią dziecięce kucyki, a wszyscy uczniowie będą się zaklinać, że jest nieatrakcyjna, to sorry batory, ale przy niby jej pięknych i megakobiecych koleżankach- nauczycielkach jej uroda i tak się przebija..oj tak. i nic tego nie zakryje... Sawada Shin jako jedyny to zresztą wyczuł.... dla Nakamy za tę kreację aktorską no wybitnie gratulacje, bo drama chyba dzięki niej zyskała taki sukces...
SCENARIUSZ 8
świetna komedia szkolna, z momentami dramatycznymi i tzw. elementami "życiowymi" (zmaganie się z ciężkim życiem, kłopotami finansowymi, rodzinnymi itp.) co to można się nawet miejscami nieco wzruszyć. No lekkie, przyjemne, nawet pouczające (dla osób poniżej 16 lat). Lubimy historie o ideałach, których się ktoś trzyma, bo to jakoś tak podnosi na duchu strapionego życiem człowieka..no warto obejrzeć...
![]() |
| dla zrównoważenia powagi... |
REŻYSERIA 7
nie ma cudów, pięknych kadrów czy malowniczych scen, ale nie ma też dłużyzny, i to właśnie tę wartkość akcji, dynamizm odcinków i uwydatnianie komediowości scenariusza należy podkreślić przede wszystkim (pomijając nachalne prawienie morałów, bo w pewnym momencie i to staje się komediowe).
![]() |
| wilki przebrane w owczą skórę.... |
OGÓLNA OCENA 7
Drama choć schematyczna i przewidywalna to nie można jej mieć tego za złe, bo taka jest formuła podobnych produkcji. Broni się humorem, którego jest tu dużo, ciekawymi historiami poszczególnych uczniów, komediowością postaci, genialną grą pary Nakama-Namase, urodą bishów i jakąś taką ogólną przyjemną otoczką. No miła komedyjka, a do tego warta polecenia bo i stara się podjąć jakieś trudniejsze tematy, jak choćby problem stereotypów funkcjonujących w społeczeństwie, podejścia wychowawczego w szkole( niejeden wypalony zawodowo nauczyciel mógłby czasem sobie obejrzeć,żeby odzyskać wiarę w uczniów), uprzedzeń jakie często niesłusznie skazują człowieka na wykluczenie społeczne, łatwości z jaką można stoczyć się na złą drogę, zagrożeń czyhających na każdego,wartości, które powinny w życiu liczyć się najbardziej, z czego przyjaźń i zaufanie do drugiego człowieka zostają szczególnie podkreślane, a no i można się też nauczyć, że japońska mafia kieruje się szlachetnymi ideałami.... choć co do ostatniego to nie jestem w 100% pewna, ale za to przekonana jestem, że ta drama dostarczy każdemu mnóstwa śmiechu i nawet wzruszeń i warto ją sobie dla rozrywki obejrzeć. ha!
![]() |
| biegnijmy w stronę zachodzącego słońca.....fight -oh!!! |
wtorek, 7 sierpnia 2012
W no Higeki
Japonia
W no Higeki
Gdy to, co skrzętnie skrywane zabija...
KONKRETY, czyli co jak gdzie kiedy
Tv Asahi w czwartki postawiła tym razem na krótką,zaledwie 8 odcinkową dramę, z udziałem młodziutkiej, choć mającej na swoim koncie całkiem spory i moim zdaniem niezły dorobek artystyczny, Takei Emi, która odgrywa tu aż dwie role ( i to główne!!). Do tego znany i uznany Kiritani Kenta w roli sexy-stalking policjanta, który nie chce dać spokoju żadnej z bohaterek i krąży i węszy i jest postacią bez której ta drama by dużo straciła (oj tak....). Do tego mamy popularne, młode aktoreczki Fukudę Saki (w roli niezłej biczy) i Gouriki Ayame (no tu się dużo nie nagrała, ale jest) i już nie tak młodą Matsushitę Yuki, w roli niezwykle irytującej pisarki i pełnej troski właścicielki lokalu zwanego kabaretem (choć jej pracownice nazywają ją "mama", co jak wiadomo otwiera nieco inne furtki skojarzeniowe w głowie).
Co do scenariusza, oparty jest na powieści Natsuki Shizuko (o tym samym tytule) i może dlatego jest niezły i inny od reszty.
FABUŁA (w wielkim ironicznym skrócie, bez większych spoilerów)
Mamy dwie młode dziewoje wiodące dwa zupełnie odmienne żywoty. Mako to młodziutka panienka z dobrego i niezwykle bogatego domu (z rodzinną tradycją, a jak wiadomo w Japonii to się wiąże w wieloma konsekwencjami ), typowa przykładna córka, wnuczka itp. kochana przez wszystkich i chuchana z każdej strony. Po drugiej, ciemnej stronie mocy, Satsuki, znajda z sierocińca, sprzątająca nocny bar-kabaret w niebezpiecznej dzielnicy miasta, walcząca całe życie o pieniądze by przetrwać, nie przebierająca przy tym w środkach (prostytucja i złodziejstwo obce jej nie są). Życie pierwszej,grzecznej i ułożonej Mako, nie jest jednak tak piękne, jak by się wydawało. Wzorowa ulubienica rodziny ma dość presji otoczenia, wymagań jej stawianych i roli jaką w jej familii narzuca się kobietom-całkowicie podporządkowanym mężczyznom i głównodowodzącemu dziadkowi, którego słowo jest święte (i który na dodatek ma pewne perwersyjne skłonności ku swej wnuczce). Mako chce się wyrwać z gniazdka, marzy o wolności, chce móc samodzielnie decydować o własnym życiu. I nadarza się idealna okazja, by to marzenie spełnić. Odkrywa bowiem identycznie wyglądającą dziewczynę, wiodącą samodzielne życie i proponuje jej....ot, zamianę ról.
Satsuki przystaje na tę propozycję, bo uwalnia ją od uciążliwego śledztwa w sprawie morderstwa, o które jest podejrzana ( Mako zgadza się zapewnić jej idealne alibi), do tego przenosi się do domu, w którym śpi się na pieniądzach (co postanawia szybko wykorzystać ),a do tego gdzieś podświadomie ciągnie ją do ciepła, którego nigdy nie zaznała.Później jednak, odkrywając rodzinną tajemnicę, dążyć będzie do zemsty i stanie się mózgiem operacji zamaskowania zbrodni, która się w tym czasie w wielkiej familii wydarzy, a mianowicie morderstwa głowy rodu-obleśnego dziadka-tyrana. Do tego wszystkiego dojdzie węszący policjant, któremu drastyczna zmiana charakteru podejrzanej w pierwszej sprawie wyda się co najmniej dziwna i bardzo osobiście zaangażuje się w życie obu głównych bohaterek. Przy tych dramatach lawinowo wychodzą na wierzch wszystkie skrywane rodzinne sekrety, wraz z wzajemnymi oskarżeniami, żalami i zadrami, co pokaże jak pogmatwana wewnętrznie, stłamszona i zakłamana owa familia była. Przez wiele lat budowana, piękna zewnętrznie, acz zmurszała od wewnątrz, fasada rozsypie się z wielkim hukiem. A co się dokładnie stanie, jak zachowają się obie bohaterki, jakie ciemne sekrety skrywa dom Watsuji, kto wygra wyścig o wielki spadek i kto jest mordercą można sobie samemu obejrzeć.....
Satsuki przystaje na tę propozycję, bo uwalnia ją od uciążliwego śledztwa w sprawie morderstwa, o które jest podejrzana ( Mako zgadza się zapewnić jej idealne alibi), do tego przenosi się do domu, w którym śpi się na pieniądzach (co postanawia szybko wykorzystać ),a do tego gdzieś podświadomie ciągnie ją do ciepła, którego nigdy nie zaznała.Później jednak, odkrywając rodzinną tajemnicę, dążyć będzie do zemsty i stanie się mózgiem operacji zamaskowania zbrodni, która się w tym czasie w wielkiej familii wydarzy, a mianowicie morderstwa głowy rodu-obleśnego dziadka-tyrana. Do tego wszystkiego dojdzie węszący policjant, któremu drastyczna zmiana charakteru podejrzanej w pierwszej sprawie wyda się co najmniej dziwna i bardzo osobiście zaangażuje się w życie obu głównych bohaterek. Przy tych dramatach lawinowo wychodzą na wierzch wszystkie skrywane rodzinne sekrety, wraz z wzajemnymi oskarżeniami, żalami i zadrami, co pokaże jak pogmatwana wewnętrznie, stłamszona i zakłamana owa familia była. Przez wiele lat budowana, piękna zewnętrznie, acz zmurszała od wewnątrz, fasada rozsypie się z wielkim hukiem. A co się dokładnie stanie, jak zachowają się obie bohaterki, jakie ciemne sekrety skrywa dom Watsuji, kto wygra wyścig o wielki spadek i kto jest mordercą można sobie samemu obejrzeć.....
SUBIEKTYWNE OCENY (W skali od 1-10)
AKTORSTWO 7
Na dobrym poziomie.(Choć i wielkiego szału nie zrobili)
Takei Emi należy się uznanie, bo miała trudne zadanie przed sobą, zagrała nie tylko główną rolę,ale dwie, i do tego całkowicie odmienne i nieco wewnętrznie popaprane. Trzeba jej oddać, iż owemu zadaniu podołała i wiarygodne kreacje stworzyła. Z przyjemnością będą obserować jak dalej potoczą się jej aktorskie poczynania.
Duże brawa też dla Kiritaniego Kenty. Nie tylko pan atrakcyjny i miło się nań patrzyło, to do tego jego postać dzięki jego aktorstwu była wyrazista, wydobył całą "creepy side" z niej ale zarazem budził gdzieś i niepokój i fascynację, bo sexi był w tym że hej (chyba że to ja jestem jakaś dziwna, co nie jest wykluczone). I nie wiadomo czy było to w scenariuszu czy w pierwowzorze książkowym czy reżyser mu podpowiedział czy sam sobie wymyślił, ale tak delikatnie poprowadził tę nutkę jakiejś erotycznej fascynacji bohaterką, umiejętnie balansując na granicy i nie przekraczając jej, że każde jego pojawienie się na ekranie budziło spore emocje (przynajmniej u mnie). I ta dwójka aktorów trzeba przyznać nie zawiodła.
Aaa no i zapomniałabym o najważniejszym. Perełka tego serialu,.... zdecydowanie najlepsza kreacja aktorska w tej dramie - służąca w domu Watsuji, wybitnie zagrana przez Hirookę Nuriko. Przykład na to jak z postaci bardzo, ale to bardzo drugoplanowej można zrobić najlepszą w całym serialu. Niezmieniająca wyrazu twarzy, rodem z rodziny Adamsów, wierna służąca nadawała całej mrocznej i dramatycznej opowieści komicznego dystansu. Absolutna wisienka na torcie!!
SCENARIUSZ 8
Trudno ocenić, bo książki, na podstawie której został stworzony, nie czytałam (i nie zamierzam), więc nie wiem jak i na ile z niej na potrzeby dramy skorzystano. Jeśli chodzi o samą fabułę jest interesująca, może miejscami wydawała się nieco przesadzona i kiczowata, ale generalnie broni się. Zdecydowanie jest to materiał idealny do wystawienia w teatrze (sceny całej rodziny ciągle w tym samym pokoju i rozwiązywanie tak śledztwa + psychologizm jakby specjalnie przemyślane na przestrzeń teatralną) nie dziwi zresztą, że wcześniejsza ekranizacja tej historii miała jakąś teatralną postać, bo to aż się samo nasuwa i chyba byłoby lepsze niż drama.
Minus za postać pisarki, bo nie tylko jest irytująca ze swoim wkręcaniem się, ale też niespójna się wydaje. Nie wiem, to chyba jakaś dość nieumiejętna próba przeniesienia postaci narratora z książki (choć nie wiem, bo jak mówię,nie czytałam). Miał być koncept spajający te historię, że oto autorka spisuje w swej książce to, co widzi i byłby to też ukłon w stronę rzeczywistej książki ale stało się sztucznym i niepotrzebnym, na siłę wciśniętym motywem. Próba nietrafiona.
REŻYSERIA 7
zdecydowany plus za to, że serial był krótki. Reżyser nie starał na siłę przedłużać, przez co nie mnożyły się niepotrzebne i irytujące dramaty, nic się nie wlokło, ani nie stawało przewidywalne czy głupie. Wręcz przeciwnie, ma się wrażenie, że napięcie zostało dobrze wyważone w każdym odcinku i całości jako takiej, a dłuższe przeciąganie byłoby ze szkodą dla dramy (BTW koledzy z Korei mogliby się tego wyczucia poduczyć, jak i szybszego tempa akcji). A no i niezły pomysł z klifem nadmorskim, jako motywem wiążącym i co tu kryć nadającym pewnej malowniczości filmowemu brazowi....
OGÓLNA OCENA 8
Jak na początku wspomniałam, drama jest inna i dzięki temu zyskuje wysokie noty w moim subiektywnym rankingu. Dla osób, które lubią zagadki - idealna, bo tajemnica jest, a do tego może je spotkać na końcu małe zaskoczenie. Dla osób uwielbiających romansowe historie, mimo że takiego wątku w zasadzie brak, to postać policjanta z pewnością dostarczy odpowiedniej dawki "spazmowania". Z pewnością jednak nie jest to zwykła wciągająca historyjka, bo to przede wszystkim opowieść z psychologicznym zacięciem, o ciemnej stronie ludzkiej osobowości. Nieprzypadkowo zresztą główne bohaterki stanowią swoje dokładne przeciwieństwa, jak gdyby lustrzane odbicie, wskazując tym samym na obecność w każdym człowieku pokładów "ciemności", która w odpowiednich okolicznościach może zostać wydobyta na światło dzienne. Pokazuje tym samym jak cienka jest granica tego metaforycznego lustra (wszak po zamianie Mako była bliska przemienia się w Satsuki), jak los, środowisko może wpłynąć na człowieka i uaktywnić jedną z możliwych "twarzy". Na drugim planie, w osobach morderców (nie spojluję nic) to też historia o zawiedzionych ambicjach i chorym pragnieniu ich zaspokojenia i skrywanych żalach, które nagromadzone mogą prowadzić do tragicznych konsekwencji. To ponadto opowieść o dążeniu do wolności i możliwości swobodnego decydowania o swoim życiu. Wszak głównej bohaterce zarzucić nie można, iż pomysł z zamianą ról był jedynie fanaberią znudzonej panienki, bo mimo że wkopała się w niezłe bagno, to do końca trwała przy swojej decyzji (a końcówka dramy, która mogłaby się wydawać zaprzeczeniem jej dążeń, jest tak naprawdę happy endowym ich urzeczywistnieniem, bo jest jej osobistym wyborem i zgodą na decydowanie o własnym życiu). Wszystko sprowadza się do wniosku, iż zamiatanie wszystkiego pod dywan nie jest najlepszym rozwiązaniem (choć w krajach azjatyckich to raczej kulturowa norma, u nas w kiepskiej wersji to zwykła dulszczyzna), a tłumienie emocji, może "zabijać" człowieka zarówno metaforycznie,od wewnątrz,ale także faktycznie i spowodować niemałą tragedię. Stąd też, nieco banalne, pozytywne przesłanie o potrzebie obecności drugiego człowieka, miłości i wsparciu jakie może on zapewnić i zapobiec dramatom wypływającym z problemów kłębiących się w ludzkiej duszy. Tak.... Japończycy lubią historie z przesłaniem. I choć moralizują, nie można im mieć tego za złe. Bo, kurcze, zazwyczaj mają rację.
piątek, 3 sierpnia 2012
1 LITRE OF TEARS
Japonia
1 LITRE OF TEARS/Ichi rittoru no namida
czyli jak skutecznie odwodnić człowieka....
Drama, która zapada w pamięć na zawsze. Piękna, wzruszająca historia, cudownie przedstawiona, dla widzów, którzy chcą nie tylko bajkowych romansideł czy sensacyjnych kryminałów, ale gotowi są na opowieść trudną, czerpiącą silnie z życia, przekazującą w prosty i dobitny sposób prawdę o zmaganiu się z cierpieniem, nagłą chorobą.Historię o walce o znalezienie sensu w tragedii, która może dotknąć każdego człowieka. Tak, ta drama to wyzwanie, okupione silnymi emocjami i ciężkimi refleksjami dla wyciśniętego z łez widza. Jednak bez wątpienia jest jedną z najlepszych, jakie można obejrzeć. Pozycja obowiązkowa.
Tytuł dramy to niezwykle trafnie przemyślane ostrzeżenie, dobrze oddaje bowiem to, co dzieje się z widzem w trakcie jej oglądania. Choć każdy, kto widział przyzna, że wylał nie litr, ale hektolitry łez, bo nie da się nie płakać. Cytując klasyka "i choćby nie wiem jak się natężał, to nie udźwignie taki to ciężar" czyt. nie da się przejść niewzruszonym obok tej dramy. Stąd też początkowo mój wielki opór przed jej obejrzeniem. Zapierałam się skutecznie ponad rok, rękami i nogami, bo po przeczytaniu recenzji, wiadomo jak fabuła będzie wyglądać (więc zero nieprzewidywalności), i od razu wiadomo, że będzie smutno do granic wytrzymałości (jeśli oczywiście reżyser nie przywali za mocno z patosem) i bunt i żal i wszystkie te myśli,o których się nie chce myśleć przylezą za tym na pewno. Do tego jest coś czego nienawidzę najbardziej czyli śmierć głównego bohatera, a do tego coś, co w ogóle w życiu budzi mój największy sprzeciw/bezradność/strach/rozpacz, w więc śmierć człowieka młodego, przed którym życie stało otworem i zostało z przyczyn niewiadomych zakończone ciach toporem (że rymnę krakowsko-częstochowsko dla smaku)
a zatem wzbraniałam się długo, oj długo. Ale przyszedł czas kiedy skończyło się, co oglądałam (wszyscy znamy ten straszny stan, kiedy nie wiadomo co wybrać z morza dram, a chce się od razu trafić w 10) a stęskniłam się za Nishikido Ryo nieziemsko i to była jedyna drama jakiej z nim nie widziałam (bo wciąż ze strachu odkładam) no i jak na złość miała dobre recenzje. No więc się zdecydowałam. I NIE ŻAŁUJĘ!!!! Ale czas na konkrety..
KONKRETY kto, co, kiedy, gdzie i jak.
11 odcinkowa japońska drama wyemitowana dawno, bo w 2005 roku, przez Fuji Tv z obsadą młodą (chodzi o role główne) : urocza i dziewczęca Erika Sawajiri jako Aya Ikeuchii i boski, cudowny, nieziemski, ..., zdolny, słodki, seksowny...(tak tak nie da się ukryć, że to mój japoński "bias" proszę o wybaczenie spazmowania zawsze przy tym panu) Nishikido Ryo jako Haruto, oraz znany niektórym Naohito Fujiki jako doktor głównej bohaterki, i wybitna para aktorów wcielających się w role rodziców Ayi , tu Hiroko Yakushimaru (matka) i Takanori Jinnai (ojciec).
Koniecznie dodać należy, że scenariusz oparty jest na prawdziwej historii zaczerpniętej z autentycznych i wydanych pamiętników Ayi Kotou, co zresztą czyni tę dramę jeszcze bardziej przeraźliwie smutną.
![]() |
| Aya Kotou |
gatunek: dramat, obyczajowe, rodzinne,romans
FABUŁA
po części jest jasna, bo już spoilerem jest sam tytuł, a zaraz potem narracja głównej bohaterki rozpoczynająca odcinek pierwszy.W wielkim skrócie czeka nas: choroba, walka i śmierć.W wersji rozszerzonej historia ma się tak.... młoda dziewczyna, Aya, wybiera się na egzamin do wymarzonego liceum, po drodze jednak, biegnąc spóźniona, potyka się i ląduje wprost przed chłopakiem, który to w ramach buntu wobec zbyt ambitnych rodziców i braku życiowego celu postanawia olać ten egzamin i się w odwrotną stronę kieruje. Jednak on ma rower, a dziewczyna boom przed nim leży i jej widać by zdążyć zależy, a chłop w gruncie rzeczy, mimo ogólnego braku radości życiowej, gdzieś tam dobry jest, więc z niechęcią bo niechęcią, ale podwozi ją na ten egzamin i sam też dzięki niej/ przez nią go pisze.I oczywiście oboje dostają się do liceum i trafiają do tej samej klasy. No i byłby to świetny początek typowego, lekkiego romansu szkolnego, ale ..............................................pojawiają się komplikacje.
Owa szlachetna i lubiana przez wszystkich, żywiołowa dziewczyna potykać się zaczyna coraz częściej i boleśniej. Wiele takich i innych niepokojących oznak dostrzega jej matka, która zabiera Ayę na badania, gdzie na licealistkę czeka wyrok, ataksja rdzeniowo-móżdżkowa, czyli nieuleczalna choroba powodująca powolny zanik wszystkich mięśni i ostatecznie śmierć.
Od tego momentu rozpoczyna się akcja dramy . Nie jest to już więc niewinna i różowa opowieść o pierwszej miłości pary nastolatków (choć wątek ten jest jednym z głównych i dodaje całej dramie niezwykłego kolorytu), lecz historia codziennego zmagania się z chorobą, własnymi ograniczeniami i często niezrozumieniem otoczenia. Pojawią się więc wszystkie stadia psychiczne osoby postawionej przed tragedią: od buntu i walki, przez depresję, rezygnację, aż do akceptacji i oczekiwania na koniec. Istotniejsze jest jednak to, jak choroba Ayi zmienia nie tylko jej życie, plany i marzenia, ale przede wszystkim życie jej rodziny, rówieśników, samego Haruto (który dzięki niej odnajduje cel i radość życia, której mu początkowo brakło) oraz tysięcy ludzi, którym jej dzienniki pozwoliły poradzić sobie z tą samą chorobą bądź poruszyły czy zainspirowały do zmiany własnego życia (włączyłabym w to też widzów tej dramy, bo co wrażliwszym zapewni seans autopsychoanalityczny i weryfikację własnego życia.jakby co, ostrzegałam). Szczegóły warto, z toną chusteczek, obejrzeć samemu (najlepiej wieczorem, pod nieobecność innych domowników)
SUBIEKTYWNE OCENY (w skali od 1-10)
AKTORSTWO 9
Jak na młodych, wówczas jeszcze nie tak bardzo doświadczonych aktorów, unieśli trudny temat i ciężkie zadanie aktorskie. Oboje. Eriki, jakkolwiek by o nie nie mówiono (bo podobno postać kontrowersyjna), prywatne życie i zachowanie mnie nie interesuje. Ważne jest to jak gra. A w tym wypadku poradziła sobie bardzo dobrze. Nie było sztuczności, wymuszeń, jakichś niezręcznych "przygrań" czy zbyt małej dawki emocji czy braku różnorodności ekspresji. Trudną rolę odegrała zaskakująco dobrze i przekonująco, zachowując świeżość i dziewczęcość postaci.
O Ryo trudno mi się wypowiadać, bo jestem całkowicie w "fangirlmode", więc jak dla mnie dobrze, jak zawsze, ale obiektywniej patrząc, jak na idola z j-popowego boysbandu wybitnie dobrze (zresztą jeden z nielicznych, który naprawdę ma jakieś pojęcie o graniu...w przeciwieństwie do swego przyjaciela Różowej Góry---> ci co rozszyfrowali, a lubią, wielkie sorry, ale zdolności aktorskie i wokalne to raczej na niskim poziomie są, ale to w innym poście). Także gra Ryo dobra, jednak jak na aktora z prawdziwego zdarzenia , to jeszcze więcej by się przydało, ale zasadniczo gites! bravo!
SCENARIUSZ 10/-10
napisało życie. trudno więc ocenić czy dobry ( na pewno dobrze zaadoptowany na potrzeby dramy) jednak nikt nie chciałby go w życiu zagrać (stąd punkty ujemne na drugim biegunie)
REŻYSERIA 10
nic dodać. Czysto, prosto i przez to tak przejmująco. Fęks Gaad reżyser nie poszedł w jakieś wielkie rozbuchania emocjonalne (może dlatego, że Japończyk, a o oni zawsze mają dobre realistyczne podejście, w przeciwieństwie do kolegów w ojczyzny kimchi, co to uwielbiają dramaty przez wielkie D i rozmemłanie i patos na wielką skalę). Także mocna problematyka, ale ciepło ujęta.
Do tego piosenka "Konayuki" wbija się w serce na zawsze.
OGÓLNA OCENA 10
Przyznaję, że raczej rzadko daję wysokie oceny. Ale ta drama jest wyjątkowa i nie zawaham się użyć 10tek, mimo że mi dostarczyła wielu łez w każdym odcinku. Wzruszająca do bólu, dająca po nosie, przywracająca do pionu, ale dostarczająca ciepłych uczuć, wszak kończy się dobrze (choć przez łzy)
Podsumowując tę pełną pochlebstw recenzję, to opowieść o prawdziwej przyjaźni, o uczuciu, wsparciu i zrozumieniu, jakie człowiek może dać drugiemu; o sensie życia, nadziei oraz silnej woli życia i cieszenia się z codzienności mimo przeciwności losu. Polecam każdemu, nie tylko miłośnikom azjatyckich dram.
czwartek, 2 sierpnia 2012
K-pop jak to się zaczęło...
SUBIEKTYWNY PRZEGLĄD MUZYCZNY.
POCZĄTEK K-POPOWEJ PRZYGODY
Zanim rozpocznę dokładną, całkowicie subiektywną, niepozostawiającą na niczym i nikim przysłowiowej suchej nitki analizę muzycznej twórczości azjatyckich zespołów, solistów i innych takich... pomyślałam sobie, że chyba warto przemyśleć jak to się wszystko zaczęło.
A czemu?Bo potrzebne mi poukładanie sobie gdzie i jak po kolei moja fascynacja k-popową sceną muzyczną się rozpoczęła. I jak to się stało, że w ogóle ona się rozpoczęła...bo tego do teraz zrozumieć nie mogę. Jako osoba z jako takim wykształceniem muzycznym (8 lat szkoły muzycznej, o paru latach prywatnej nauki nie wspominając---nie nie chwalę się i nie puszę), z genetycznym obciążeniem pewnymi zainteresowaniami (ojciec-muzyczny freak....płyty i gitary w domu wylatują z każdej szafy!!), od zawsze słuchająca tzw. dobrej muzyki, z górnej półki --->głównie jazz, blues, hard rock, stary dobry soul..., gardząca szeroko rozumianą muzyką pop, dance, club..whatever (nie tylko ze snobstwa, ale także ze szczerej niemożności polubienia tych gatunków), nie wiem, ale to nie wiem, zupełnie nie wiem jak to się stało że słucham i że lubię k-pop. jak? kiedy?
okres buntu? bo to egzotyczne? bo szaleństwo mnie ogarnęło?
może zamiłowanie do różnorodności? wszak wieść gminna (tj. opowieści moich rodziców)niesie, że dziecięciem będąc najlepiej zasypiałam do Iron Maiden bądź 5 symfonii Beethovena......może więc to stąd że otwarta na różne dziwaczne style jestem i słucham tylu gatunków muzycznych że trudno by to skategoryzować? nie wiem, nie wiem.....nie pytajcie.
lepiej opowiem co i jak.
najpierw był j-pop......ale z tego kompletnie nie potrafię się wytłumaczyć. I choć wielu (w tym moja nadal j-popowa fangirlska strona) mogłoby za to co teraz napiszę zabić, to trzeba to raz a dobrze i jasno gdzieś powiedzieć: DOBRE TO NIE JEST....niestety. no nie obroni się ani pod względem muzyki, ani choreografii, ani teledysków, ani nawet kostiumów (dżis Johny -san zmień chłopakom te wdzianka bo straszą) no nie..o tym jednak stworzę osobny wpis, bo muszę się popastwić więcej dłużej i konkretniej....
do rzeczy jednak...czyli o k-popie....
W międzyczasie oglądałam na Arirang tv jakiś program i tam ciągle puszczali k-popowe kawałki, którym kompletnie nie poświęcałam żadnej uwagi, choć zdążyłam się zorientować, że jakiś boysband (z którego zapamiętał mi się jedynie czerwonowłosy boy, i inny czarnowłosy poszukujący swojej lady) śpiewający dość łatwo wpadającą w ucho piosenkę, tańczący zabawne kroczki na dachu czegoś, musi być całkiem popularny, bo wciąż i wciąż go puszczają. Do tego stopnia, że nawet zdążyłam zacząć rozpoznawać tę pieśń....choć szału wtedy nie zrobiła takiego, ażebym się zainteresowała i zaczęła szukać więcej na temat tego zespołu (a tak, to było Fiction B2st'ów....swoją drogą jedna z lepszych ich piosenek), bo wtedy być może szybciej wpadłabym w sidła k-popu.... no ale co się odwlecze to nie uciecze...oj nie..
a zatem słuchając w Internecie jakiegoś kolejnego j-popowego kawałka.....wpadłam na pierwszą piosenkę k-popową w swym życiu, która mi się naprawdę, ale to naprawdę spodobała....ona też figuruje jako pierwsza na mojej jutubowej k-popliście....
a coż to, ot to..... TVXQ....MIROTIC
jak dla mnie to klasyk. niepodważalny....coś czuje, ze to nie tylko moja inicjacyjna piosenka.....
potem, był druga równie dobra ....moje serce zaczynało się już przechylać
okres buntu? bo to egzotyczne? bo szaleństwo mnie ogarnęło?
może zamiłowanie do różnorodności? wszak wieść gminna (tj. opowieści moich rodziców)niesie, że dziecięciem będąc najlepiej zasypiałam do Iron Maiden bądź 5 symfonii Beethovena......może więc to stąd że otwarta na różne dziwaczne style jestem i słucham tylu gatunków muzycznych że trudno by to skategoryzować? nie wiem, nie wiem.....nie pytajcie.
lepiej opowiem co i jak.
najpierw był j-pop......ale z tego kompletnie nie potrafię się wytłumaczyć. I choć wielu (w tym moja nadal j-popowa fangirlska strona) mogłoby za to co teraz napiszę zabić, to trzeba to raz a dobrze i jasno gdzieś powiedzieć: DOBRE TO NIE JEST....niestety. no nie obroni się ani pod względem muzyki, ani choreografii, ani teledysków, ani nawet kostiumów (dżis Johny -san zmień chłopakom te wdzianka bo straszą) no nie..o tym jednak stworzę osobny wpis, bo muszę się popastwić więcej dłużej i konkretniej....
do rzeczy jednak...czyli o k-popie....
W międzyczasie oglądałam na Arirang tv jakiś program i tam ciągle puszczali k-popowe kawałki, którym kompletnie nie poświęcałam żadnej uwagi, choć zdążyłam się zorientować, że jakiś boysband (z którego zapamiętał mi się jedynie czerwonowłosy boy, i inny czarnowłosy poszukujący swojej lady) śpiewający dość łatwo wpadającą w ucho piosenkę, tańczący zabawne kroczki na dachu czegoś, musi być całkiem popularny, bo wciąż i wciąż go puszczają. Do tego stopnia, że nawet zdążyłam zacząć rozpoznawać tę pieśń....choć szału wtedy nie zrobiła takiego, ażebym się zainteresowała i zaczęła szukać więcej na temat tego zespołu (a tak, to było Fiction B2st'ów....swoją drogą jedna z lepszych ich piosenek), bo wtedy być może szybciej wpadłabym w sidła k-popu.... no ale co się odwlecze to nie uciecze...oj nie..
a zatem słuchając w Internecie jakiegoś kolejnego j-popowego kawałka.....wpadłam na pierwszą piosenkę k-popową w swym życiu, która mi się naprawdę, ale to naprawdę spodobała....ona też figuruje jako pierwsza na mojej jutubowej k-popliście....
a coż to, ot to..... TVXQ....MIROTIC
jak dla mnie to klasyk. niepodważalny....coś czuje, ze to nie tylko moja inicjacyjna piosenka.....
potem, był druga równie dobra ....moje serce zaczynało się już przechylać
jednak mimo wielkiego uwielbienia dla obu piosenek, nadal stawiałam zdecydowany opór przed k-popem... Mój rozum podpowiadał..."nie idź tam i tak już się dostatecznie kompromitujesz słuchając j-popu, nawet widząc jak kiepskie artystycznie to jest.....więc nie rób tego ...to będzie to samo tylko w koreańskiej wersji".....
poza tym trzeba przyznać, że przy pierwszym zetknięciu koreańscy faceci nie wydali mi się tak ładniutcy i hot jak ich japońscy koledzy....powiem wprost...uważałam, że są fuj i be.....(a teraz aż wierzyć się nie chce jak mi się oko przystosowało, że wzdycham i jęczę widząc zaeyelinowanych koreańskich panów...i nie tylko ja jak mniemam)
więc mówiłam sobie...."to tylko lepiej zrobione piosenki,ale ten sam szit.prowizorka nastawiona na widoczki, a chłopcy pewnie nawet śpiewać nie potrafią na żywo...."
i tu przechodzimy do najważniejszego punktu...otóż to właśnie co zmieniło moje nastawienie do k-popu. JAKOŚĆ. Kiedy się przekonałam, że chłopcy nie tylko ładnie wyglądają, ale przede wszystkim są zdolni i warsztatowo wyćwiczeni ,że hej ho....
a to odkryłam przypadkiem. Obejrzałam sobie jakiś inny koreański program.Okazało się, że muzyczny, że śpiewają jakieś stare koreańskie hity, i że to idole z tych wszystkich pogardzanych przeze mnie bojsbendzików śpiewają. .............i to śpiewają tak, że w ziemię wbija!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
głosy takie, że widać, że pracy przy tym było miliony godzin! technika na wysokim poziomie: oddychanie idealne, podparcie niezachwiane, przechodzenie między rejestrami bezbłędne, do tego zachwycające "adliby".....mi, a więc osobie, co tam troszkę śpiewu w życiu liznęła, na wydziale wokalnym wszak była, słów brakło... no głupio mi się zrobiło, że z góry oceniłam panów jako niezdolnych....no wstyd.
z tego wstydu obejrzałam więc wszystkie dostępne wtedy odcinki Immortal songa i po kolei od konkretnego pana przechodziłam do grupy, z której się wywodzi....i w ten sposób poznałam zespołów wiele i mnóstwo piosenek, które albo od razu, albo później mnie opętały na wieki, a jak do tego odkryłam, że taniec chłopaków jest też na o milion wyższym poziomie od ich kolegów z kraju kwitnącej wiśni, że to profeska często jest....to wpadłam po uszy w k-popowy kompot...i do teraz w nim pływam...kraulem....
to tyle tytułem wstępu....
a zatem, aby wyrazić swą wdzięczność (??) za wprowadzenie mnie w świat k-popu....ku pamięci filmik z programu, któremu wiele zawdzięczam.......pieśń wybitnie piękna (dziękować bracion Litwinom), aranż genialny, wykonanie niemal idealne, głos jeden z moich ulubionych w k-popie.......
wykonanie Jonghyuna Milion roses....
BIG
Korea
BIG
Koreańska bajka o śpiącym królewiczu i niezdarnej królewnie. Czyli mezalians dusz w typowej scenerii....
Zaczęło się dobrze i obiecująco, a wyszło....jak zwykle.
Jednak zanim przejdę do kąciaka pt."Okiem uzależnionego acz wybrednego widza" czas przytoczyć fakty.
KONKRETY. kto, co, gdzie i kiedy
16 odcinkowa KBS'owa drama poniedziałkowo-wtorkowa z ulubieńcami koreańskiej publiczności, a więc przystojnym, rosłymi i krzepkim Gong Yoon'em, piękną, urokliwą i obecnie rozchwytywaną młodą aktoreczką (ileż to gwiazd nazwało ją "ideal type" nie da się zliczyć) Lee Min Jung, w rolach głównych, no i do tego, młodziutka, ciepła bułeczka show biznesu, słodziutka Suzy z Miss A, która, jak wiadomo rozwija się aktorsko od dość dawna, zresztą z niezłym powodzeniem, no i przy okazji napędza miliony fanów przed telewizory. Do tego popularnego trio dołącza młodziutki, acz mający na swoim koncie już pewien skromniutki dorobek artystyczny, przesłodki, przeuroczy Shin Won Ho (swoją drogą członek niedawno debiutującego zespołu...) . Ażeby zakończyć ten wyśmienity zestaw dodać należy, że drama, a konkretnie scenariusz, jest wytworem sióstr Hong, które wiele dobrych dram już napisały. Osobiście uwielbiam ich twórczość, ich dziełka zawsze są lekkie, z charakterystycznym poczuciem humoru, panie śmiało grają i swobodnie żonglują na prawo i lewo popkulturowymi tematami, starają się wyjść z utartych dramowych schematów, gdzieś zawsze patrzą z dystansem na swoich bohaterów i ich problemy, a z przymrużeniem oka na całe pokitrane społeczeństwo.
GATUNEK --- komedia romantyczna. bez dwóch zdań. lekka i przyjemna.
FABUŁA (w ironicznym skrócie, bez większych spoilerów)
Pani nauczycielka ma pana doktorka, ale tenże nie wiadomo kocha czy nie kocha, ale mimo to ślub planują (a co tam że się dobrze nawet nie całowali...co tam). Do tego pojawia się urokliwy,z deczka arogancki, nieco bardziej od swych rówieśników dojrzały, prosto z Ameryki nowy uczeń i wychowanek, z którym owa pani nauczycielka wpada w dwuznaczne sytuacje. A trzeba dodać, że to chłopiec z przeszłością! Zresztą wybranek serca głównej bohaterki też kryje jakąś tajemnicę, która wraz z rozwojem akcji będzie nam się odsłaniać,i która, o laboga!!, wiążę się z przeszłością młodego licealisty. I tak się łączą te ich drogi, że kiedy panowie wpadają na siebie na trasie za miastem i dochodzi do niezłego wypadku (latające samochody, malownicze sceny w wodzie, nie tam w żadnych czarnych odmętach ale przesoczyście błękitnej toni) panowie zamieniają się duszami.Tak jest, duszami. Doktorek trafia zatem do ciała młodego i zapada w śpiączkę na jakieś 15 odcinków (moje nieodżałowanie), a 18letnia dusza się umiejscawia w ciele dorosłego pana i musi zacząć żyć jego życiem. Oczywiście jedyną znającą całą sytuację osobą zostaje owa niezaradna życiowo nauczycielka, którą zresztą młody bohater szybko obdarza uczuciem. Z tego rodzi się szereg komplikacji, zabawnych, jak i typowo dramowych, bo i osoby trzecie się mieszają, mącą..a te wiadomo w koreańskich dramach to plaga niezwalczalna.Lecz główny problem się rodzi wtedy, gdy i pani nauczycielka zaczyna czuć miętę do swojego wychowanka. A jak to tak... starsza i młodszy, nauczycielka i uczeń? a gdzie wierność narzeczonemu?bezeceństwo!!!!!!!!!!!!!!!
Więc głównym pytaniem pozostaje: jak się ów romans rozwinie i jak zakończy,co to za tajemnica co to łączy magicznie obu panów, no i jak i czy w ogóle powrócą do swoich ciał (bo u pań Hong nigdy nic nie wiadomo, poza tym, że będzie pozytywne zakończenie).Na te pytania jednak nie odpowiem.proszę sobie zobaczyć.
(Niezwykle subiektywne) oceny w skali 1-10
AKTORSTWO 8
jak na lekką komedyjkę dobrze zagrane, szczególnie Gong Yoon'owi należą się mega brawa, świetnie poradził sobie z przejściem od poważnego doktorka do grania licealisty, zachowując młodzieńczą świeżość i chłopięcą zawadiackość (omo skąd ja takie słowa znam?)
Plus należy się też Suzy, bo choć rolę miała głupkowatą, uniosła ciężką dla aktora, zwłaszcza młodego, komediowość, nie przesadzając, a zachowując przy tym spójność swej postaci, bo nawet gdy trzeba było pokazać nieco wredniejsze i niezbyt pozytywne strony odgrywanej bohaterki, nie było w całości jej kreacji aktorskiej żadnego zgrzytu....
minus za przepięknego Shin Won Hoon'a, bo się chłop nie nagrał specjalnie, bo skutecznie go uśpili ( a szkoda bo w pierwszym odcinku nieźle mu szło).
Lee Min Jung, no tu jestem w kropce, bo wybitnie nie lubiłam samej bohaterki, co pewnie i nieco rzutuje na ocenę aktorki, choć może to też świadczyć, że przekonująco zagrała swą rolę, choć z drugiej strony to miała być postać pozytywna, do lubienia, a nie wkurzania się....ekhem jak widać jestem rozdarta, co nie zmienia faktu, że odnoszę wrażenie, że aktorka postawiła na 2-3 wyrazów twarzy i większej ekspresji na jej buzi nie było. Choć to owszem ładna buźka jest (co jest plusem, bo nie wiedzieć czemu koreańscy reżyserzy lubią wybierać na odtwórczynie głównych ról nie najciekawsze z urody panie, za to rekompensując ich braki w pięknych damskich czarnych charakterach..WTF)
SCENARIUSZ 7
za pomysł nota wysoka, za mój ulubiony motyw wymiany dusz kolejne punkty, no i za charakterystyczny dla sióstr Hong humor, zawsze widoczny w postaciach i wątkach drugoplanowych, i za ich eklektyczny styl, czerpiący garściami z postmodernistycznego świata i nieprzewidywalne rozwiązania akcji...tu oklaski i owacje. Niestety gdzieś po drodze zdarzyły się banalne, troszku odgrzewane koncepty, no i gdzieś się w połowie się wszystko zwolniło wydłuuuuuuużyło, ślamazarnie toooczyyyyyłoooo, jednak za to postanowiłam (po większej części chyba słusznie) obwiniać reżysera...
jednak minus jak stąd do Korei za główną bohaterkę....oj jaaaaki minus....dawno jakaś postać tak mi nie grała na nerwach jak ta. Już pomijam że ma ona rzekomo być nauczycielką, a stopniem odpowiedzialności i inteligencji wszyscy wokoło (czyli głównie licealiści!) ją przewyższają. Do tego panie Hong utwierdzają okropny, wszędzie (tj. Korei) powielany obraz kobiety, która ma być ładniutka i słodziutka do bólu głowy, lecz przy tym głupiutka i uroczo (?) niezdarna, gotowa do poświęceń dla ludzkości, a nie potrafiąca bez mężczyzny poradzić sobie w życiu z niczym, czyli polegająca na nim całkowicie. Jak nie ma hero-chłopa słodkie dziewczątko zginie w wielkim świecie. W tej dramie to uwiera w oko bardziej bo ów godny oparcia i ratujący z opresji chłop to wszak ubrany w starszą skórę 18 letni chłopiec. cóż.więcej nie piszę bo mi się krew w żyłach gotuje.
REŻYSERIA 3
za nudę przez duże N, za lokowane produkty, za zepsucie dobrej gry aktorów i niezłego w gruncie rzeczy scenariusza.
OGÓLNA OCENA 4
W przypadku tej dramy moje oczekiwania były wysokie, wszak aktorzy uznani, pierwsze odcinki zabawne, dynamicznie poprowadzone i historia całkiem interesująca. Do tego pobudzający wyobraźnię niemal wszystkich "azjofilów" ( i nie tylko) wątek miłości mimo bariery wiekowej i społecznej (nauczyciel ---uczeń....no ileż tu pola do popisu dla scenarzystów, ) i jeszcze motyw, który z niewiadomych mi względów zawsze mnie kręcił i wiercił w mangach i anime, a mianowicie zamian dusz i ciał !!!hoho... zobaczyć to w dramie- istna gratka dla niedźwiadka. Nie powiem, po pierwszych odcinkach oczekiwałam, że będzie to jedna z lepszych dram wiosenno-letnich. oh jaki zawód okrutny........... Bo im dalej w odcinkowy las tym wolniej, bardziej przewidywalnie i niepotrzebnie dramatycznie się robiło. A zatem nudą zaczęło mi wiać (ta drama trafi do rankingu najbardziej przesuwanych przeze mnie na pasku forward). Wszystkie typowe elementy koreańskich bajek, tfu, to jest dram, się pojawiły. I choć wytrawny znawca i nałogowy oglądacz w o ogóle się na nie obraża, a wręcz przeciwnie jest tak przyzwyczajony,że ich nie zauważa, w tym wypadku zauważy, bo pewne typowe elementy raziły do bólu (przede wszystkim wspomniana główna bohaterka), gdzieś oryginalność pomysłu się szybko zgubiła, akcja zapętlała, ale zamiast zaciekawiać irytowała, do tego słodki królewicz spał cały czas, czego nikomu wybaczyć nie mogę, stereotypy kulturowe powielały ( i to nie było przymrużeniem oka!) i nawet wybitny humor sióstr Hong nie mógł tego wszystkiego uratować. Żal, rozczarowanie i zawód wielki mnie spotkał. podsumowując BIG failure. a szkoda. no i to tyle na ten temat.
wtorek, 10 lipca 2012
Słowo wstępne....
Czyli rozpoczynając przygodę z komentowaniem...
Blog ten powstaje z myślą o mnie. O moim zaspokojeniu chęci wygadania się na tematy azjatyckie i nie tylko. tak. Powstaje też z myślą o moich najbliższych znajomych i rodzinie, aby nie zanudzić ich na śmierć opowiadaniem o tym, co mnie "kręci i podnieca"...a ich wnerwia. Uchroni to mnie przed byciem w ich opinii jeszcze większym dziwakiem niż jestem.
Taaaak. A zatem piszę dla siebie. Jeśli ktoś, kiedyś, przez jakiś przypadek to przeczyta (wszak jesteśmy w Internecie) niech wie, że znajdują się tu MOJE opinie i mam do nich "święte blogerskie prawo".ha!!! jak się nie podoba. trudno. czytać nie musi. (jak chce skomentować--> proszę bardzo!) pofolguje sobie tu więc jak chce i kiedy chce, może być cynicznie, ironicznie, głupio, ignorancko, pseunaukowo, etc., czyli jak mi się zachce bez patrzenia na względy grzecznościowe, kulturowe takie i owakie..... niech się stanie moja wola chociaż tu...................
a o czym będzie??
o azjatyckich dramach, a jakże, i o muzyce będzie, o ludziach znanych bardziej i mniej, o zdarzeniach, zjawiskach, programach, generalnych spostrzeżeniach....czyli taki mish&mash czyli takie nic. jak to się mówi "sie zobaczy" czy też "wyjdzie w praniu"...no to czas start.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































